MARIAN CURZYDŁO

PIERWSZA POMOC

Artykuł ukazał się jesienią (nr 10/2007) w miesięczniku "MOTOCYKL". Autor tekstu i zdjęć Marian Curzydło.

Równo dwa lata temu, także w dodatku "custom", ukazał się artykuł o Harley Spiricie. Opisywałem w nim jak powstał HS drag z kompresorem i podtlenkiem azotu. Były także wspomnienia o naszej, mojej i Cipióra, trzydziestoletniej fascynacji motocyklami.

Zachęceni efektem naszego wspólnego "grzebania ", postanowiliśmy pójść krok dalej w swym szaleństwie. Powstał więc  pomysł jeszcze bardziej absurdalnego "customa". Tym razem miał to być chopper. Ale jaki! Sztywna rama, kąt główki ramy 42 stopnie, 300 mm koło tył, 2,3 litra z kompresorem mechanicznym i oczywiście podtlenek azotu. Wraz z Cipiórem zaczęliśmy od poszukiwania w USA ponad dwulitrowego silnika,  ale już z dopasowanym kompresorem MagnaCharger. Stwierdziliśmy że nie ma sensu później kombinować jak połączy te dwa elementy. Znaleźliśmy producenta który miał od razu zmontować silnik z kompresorem . Zaliczkowaliśmy silnik i ....... tragiczna śmierć Cipióra przerwała tą naszą nową przygodę. Ta tragedia odsunęła mnie zupełnie od motocykli. Dopiero po paru miesiącach kupiłem nowego Fat Boya. Jednak  tak jak kiedyś stwierdziłem, że jednak jazda "fabryką" to już nie to. Jeżdżąc "grubasem"(Fat Boyem) czułem się jak ....... dostawca pizzy. Tak więc na koniec sezonu, bez przykrości, rozstałem się, z nudnym aż do bólu, harym. Zacząłem się zastanawiać; co dalej. Wiedziałem, że nie będę się pchał w zawiłości techniczne kompresorów i wynalazków silnikowych. Ta działka należała do Cipióra i pomyślałem; niech tak zostanie. Postanowiłem skupić się na stylistyce, bez nieprawdopodobnych efektów mechanicznych. I tu mój wybór był prosty - bobber. Zawsze byłem zakochany w stylistyce lat 40-50 zeszłego wieku. Tym niemniej nie chciałem nigdy mieć weterana - jednak lubię czasami "dołożyć do pieca". Zapadła decyzja. A więc bobber - połączenie "oldsullowego" wyglądu z współczesną techniką.

 Nabyłem mocno zmęczonego HD (model Springer) z 1996 roku i wystartowałem do walki. Tym razem postanowiłem sam sprostać większości wyzwań. Zaopatrzyłem się więc w niezbędne narzędzia: spawarkę TIG, tokarkę, frezarkę. Wziąłem trochę lekcji od mistrzów fachu (dziękuję Panie Adamie), gdyż ostatni raz przy obrabiarkach stałem ileś-dziesiąt lat temu i ostro ruszyłem do boju. Rozbiórka harego poszła szybko. Prawie każdy ze ściąganych elementów mówił mi: mam już dość, więc żegnałem się z nim. W pewnym momencie zostałem z ramą, zespołem napędowym i zawieszeniem. Zawieszenie springerowskie, po całkowitym rozmontowaniu, okazało także się zupełnym złomem. Na ponad 100 elementów dziewięćdziesiąt kilka z nich zostało wymienionych na fabrycznie nowe. Jak się potem okazało - słusznie, gdyż teraz zawieszenie spisuje się znakomicie. Najpoważniejsza część zadania była przede mną. Rama. Wiedziałem że muszę ją poważnie zmodyfikować, ale zarazem nie naruszyć konstrukcyjnie. Musiała także klasycznie wyglądać, aby wpisać się w styl sztywnych ram z charakterystycznym siedzeniem na sprężynach. I tu zadanie było najtrudniejsze. Po pierwsze, rama softailowa posiada dwa wsporniki pod tylny błotnik będące integralną częścią ramy. Wiadomo że trzeba je usunąć. Wybrnąłem w ten sposób, że po odcięciu ich w części mocowania siodła, wspawałem w to miejsce, dwa wyfrezowane kształtowniki do zamocowania zbiorniczków od pneumatycznych amortyzatorów. Nawiązując do stylistyki ramy efekt jest rewelacyjny - linia ramy sztywnej została zachowana i efektownie  zakończona. Drugi problem to wyczyszczenie części ramy pod siodłem. Wykonałem tam, poprzez szlifowanie i spawanie, płaskie zamknięcie schowka pod akumulator i bezpieczniki. Niestety straciłem dużo miejsca w stosunku do oryginału. Później dopiero czwarty rodzaj akumulatora spełnił dwa oczekiwane cele - małe gabaryty, duża moc rozruchowa. Poza tym, reszta pracy z ramą była już dosyć prosta. Usunięcie wszystkich niepotrzebnych i wspawanie nowych uchwytów pod bak , zbiornik oleju i co tam jeszcze potrzeba.

Aby uzyskać klasyczny wygląd, kupiłem  efektowne osiemdziesięcio szprychowe koła: przód  21 a tył wąska (130) szesnastka. Ciekawy wygląd kół uzyskany jest przez zastosowanie -"skręcanych" kwadratowych szprych. Bak to 12 litrowy lekko przedłużony zbiornik od Sportstera. Co do zastosowanego siedzenia, to wiąże się z nim ciekawa historia której konsekwencją jest nazwa motocykla  - Hemoroid.   Otóż, jednym z pierwszych zakupionych elementów do tego projektu było metalowe chromowane siedzenie, posiadające tylko dwie małe skórzane poduszki. Skojarzenie miałem jedno - na takim siedzeniu można albo nabawić się, lub też stracić hemoroidy. Stąd "Hemoroid". Niestety później po zmontowaniu wszystkich elementów, okazało się , że choć stylistycznie jest świetnie, to wielkość siodła jest ciut za mała. Stąd obecne skórzane siodło Corbina, ale z wygrawerowaną nazwą, która już przyległa do tego harego.  Zresztą dobór siedzenia, jest najlepszym przykładem walki z materią. Dopiero zakupiony piąty zestaw sprężyn okazał się trafiony.  Albo sprężyny były za wysokie, albo za szerokie, albo za miękkie.

Jako ozdobny motyw przewodni Hemoroida to chromowane elementy z otworami. Zaczęło się od czarnych matowych wydechów, na których zamocowane są chromowane osłony z otworami. Podobne blachy, oczywiście dobierając szerokości elementów i średnice otworów, zamontowałem na tylnym błotniku i na baku. Z przodu baku i na przednim wąskim błotniku zrobiłem negatyw motywu - czyli chromowane koła. Zresztą motyw  chromowanego koła, jest konsekwentnie powielony ponad sto razy na zaślepkach osłaniających wszystkie łby śrub. Część z nich jest zakupionych - fabrycznych, ale kilkadziesiąt sam dotoczyłem z mosiądzu i pochromowałem. Udało mi się zakryć wszystkie łby śrub, nawet te od mocowania silnika pod ramą. Ot taka mała dewiacja.

Lakier to połączenie dwóch czarnych kolorów - matowego blach i błyszczącego ramy i kilku drobnych elementów. Emblematy i inne smaczki, to oczywiście grawerowane chromowane elementy metalowe - nie lubię malowanek. Po lewej stronie na wahaczu znajduje się zrobiona na zamówienie mała skórzana sakwa na narzędzia i zestaw przeciwdeszczowy. Oczywiście na skórze wytłoczone jest logo Harley Spirita. Jak profesjonalizm to w każdym calu. Nie byłbym sobą, gdybym całości nie doprawił "pieprzem z papryką" czyli małą instalacyjką podtlenku azotu.

Całość  wyszła dosyć zgrabnie, co zostało potwierdzone już podczas pierwszej prezentacji Hemoroida - na zlocie HD w Bochni - nagroda za oryginalność i urodę.

Także sesja fotograficzna Hemoroida dla jednego z amerykańskich miesięczników motocyklowych, jest dowodem, że chyba trafiłem wykonaniem i stylistyką w odpowiedni czas.

Tak więc bobber nieźle wygląda; to już wiemy. Ale jak z jazdą? Jej komfortem? Otóż znowu jestem zaskoczony na plus. Zawieszenie softailowe, plus sprężyny siodła, to całkiem dobry zestaw. Naprawdę wygodny. Bez problemu pokonałem jednym ciągiem 800 km. Zawieszenie typu springer, w oryginalnym wykonaniu HD, jeśli jest 100% sprawne, także pozwala na bezproblemowe prowadzenie sprzętu, nawet przy dużych prędkościach i na krętych drogach.

Moja walka z materią trwała 159 dni. Ostatnie dwa miesiące budowy, to praca po 12-14 godzin dziennie. Mam nadzieję, że Cipiór, który na pewno obserwował  gdzieś z góry moje zmagania, jest zadowolony z efektu końcowego. Pewnie z wyrozumiałością patrzył jak coś po raz dziesiąty spieprzyłem. Jako starego zgrywusa, zapewne ubawiła go nazwa tego bobbera. Mam nadzieję, że widać serce włożone w projekt, bo poświęciłem tego Harego pamięci  Bogusia "Cipióra" Sikory.

 Prasa